niedziela, 7 sierpnia 2016

Epilog kocich opowieści.


Chcę Wam zaprezentować koniec pewnej ważnej dla mnie książki. Skierowana będzie do starszych dzieci, ale chcę byście rzucili okiem, czy będzie się w ogóle nadawać, bo dzieciom pisze się trochę inaczej, gdyż szybko się nudzą. Uczę się tego.
Akurat epilog jest z pewnych względów ciężki emocjonalnie, reszta książki będzie pisana lekko i z humorem.
Proszę o podzielenie się wrażeniami i jakieś wskazówki.
----


Epilog

Zgasło światło i wszyscy położyli się spać. Puchu zakręcił się wokół własnej osi i ułożył na jednym ze swoich ulubionych miejsc - w rogu łóżka, tuż przy głowie Dużej.
Duża chodziła dziś niespokojna, jak większość ludzi. Upał dawał się we znaki nawet w nocy. Nieuważnie pogłaskała go po łebku i odwróciła się plecami.
Za oknem było cicho, osiedle zasypiało mimo duchoty. Oddechy domowników stawały się równe i spokojne.
- Nieeeech żyyyyjeeeee woolność, woooolność i swoboooda!!! - rozległo się za oknem.
Duża westchnęła i wstała. Wyjrzała przez okno, pochodziła i znów się położyła. Minęło kilka minut i znów zapadła cisza.
Puchu leżał z półprzymkniętymi powiekami. To, co człowiekowi wydawało się ciemnością, on widział jako szarość.
Ruch za uchylonym oknem! Słuch nie zawiódł. Puchu poderwał się i skoczył na parapet przebiegając po Dużych. Duża obudziła się z płytkiego snu i zaczęła marudzić. Puchu nie myślał o niczym poza tym czymś, tuż za szybą. Skakał, tropił, próbował złapać jedną łapką, ale to było trudne. Ćma latała próbując dostać się do środka. Pewnie zapamiętała, że tu było światło. Puchu tropił i próbował ją złapać. Wąski parapet nie ułatwiał sprawy. Uchylone okno miało zwężającą się ku dołowi szparę a to ograniczało kocie ruchy.
Cap łapą. Ćma odleciała poza jego zasięg. Czujnie siedział, gotów na natychmiastową akcję. Ćmy są głupie, więc zaraz przyleci.
Cap! Znów miał pecha. Irytowała go ta sytuacja, bo zawsze błyskawicznie rozprawiał się z latającymi po domu owadami.
Ćma poleciała do góry zbliżając się do krawędzi okna. Wyżej było więcej miejsca na łapę, więc czekał podekscytowany.
Skoczył przygotowując się do schwytania tego brzydkiego, nocnego motyla gdy stało się coś nieprzewidzianego. Wąski parapet zawiódł tym razem.
Puchu szybko przebierał tylnymi łapkami żeby się utrzymać, ale już się nie dało. Próbował chwycić się pazurkami czegoś w zasięgu, ale nie było nic takiego. Do podłogi był ponad metr. Puchu próbował się wykręcić żeby spaść na cztery łapy. Chociaż na trzy a nawet dwie.
Po drodze zahaczył o kaloryfer, uderzył w jedną z krawędzi. Upadł.
Szarość przeszła w ciemność. Czuł ból. Nagle zobaczył coś, czego nigdy w swoim kocim życiu nie widział. Miało kolory, które zobaczył pierwszy raz. Wyraźnie.
Czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, granatowy i fioletowy.
Miało kształt łuku i było daleko. Zaczął się czołgać ku temu. Ocierał się o coś i było mu tak ciężko, ale coś go tam ciągnęło. Chciał tam być. Przesuwał się między czymś, nadal otaczała go ciemność i to coś przed nim. Coraz bliżej.
Tęczowy most.
W głowie przesuwały się obrazy. Duża, tuląca go, gdy był malutki i wystraszony. Mówiła coś swoim niskim głosem a to go uspokajało. Duży uśmiechający się i mówiący coś o kociej inteligencji. Mały, który dawał mu smaczki. Mała, bawiąca się z nim, nosząca na rękach po domu. Wreszcie Krecha siedząca w oddali i machająca do niego łapą.
Wszystko to zostawiał za sobą. Kochał ich wszystkich, ale ten czas się już skończył. Żałował, że śpią i nie mogą podziwiać z nim tego tęczowego.
Most. Tęczowy most. Odgradzał wszystko, co było. Nie pokazywał tego, co będzie, ale Puchu czuł, że będzie mu tam cudownie..
„Szkoda, że nie mogę się z nimi pożegnać“ - pomyślał. - „Duża, nie martw się, czuję, że będzie mi tam dobrze. Będę ganiał za ptakami, grubymi muchami, motylami. Już niczego nie będę się bał, tylko minę ten tęczowy most. Dziękuję za dobro i miłość.“
Ból minął.
------
Tak, jak niebezpieczny dla kota jest upadek z dużej wysokości, podobnie jest z niewielką odległością - 1-1,5 metra, bo wtedy nie ma czasu na reakcję i odległości na odpowiednie odwrócenie się i spadnięcie na przysłowiowe cztery łapy. Takie wypadki zdarzają się również w domach, zabezpieczonych odpowiednio i dostosowanych dla kotów niewychodzących.
Koty widzą inaczej niż ludzie. Pewnych kolorów w ogóle nie znają tak jak np. jest z czerwonym.