piątek, 2 marca 2018

Poranek

Wylewam do zlewu Twoją kawę
Przez rury ucieka moje poranne uczucie do Ciebie.
Było gorące
Twój chłód je zmroził.
Nie było gorzkie
Ale próbowałam dosłodzić je patrząc w Twoje oczy.
Odwróciłeś się.

Syfon wypełniają fusy.
Krople płyną dalej, do ścieków.

Wstałam skoro świt
Specjalnie żeby zdążyć zanim się obudzisz.
Chciałam podarować Ci esencję swoich uczuć zaparzonych w aluminiowym dzbanku.

Obojętny wzrok
Trzaśnięcie drzwi zamiast czułego uścisku
Widok oddalającej się postaci, która zawsze się odwracała
Czasami nawet dwa razy
Posyłając ręką łagodne pożegnanie zanim zniknie za sąsiednim budynkiem.
Nie dziś.

Gorzki zawód.
Gorzka kawa płynąca rurami do ścieków.
Płynące łzy.

czwartek, 18 stycznia 2018

W płaszczu świata - taka moja recenzja




Łatwiej byłoby mi policzyć gwiazdy na niebie niż ilość spacerów po Białymstoku. Może dlatego, że gwiazdy widzę, nawet jako-tako przy tych tysiącach kilowatów wysyłanych w kosmos za pomocą świetlówek w latarniach, podświetleń, szyldów, lamp samochodowych. Łunę miasta widać z dziesiątków kilometrów. A spacerów nie widać. Tylko moje mięśnie może jeszcze co nieco pamiętają.
Spacery przeszłam, przechodzę i będę przechodzić. Przechodzę też do sedna sprawy. Otóż. Wpadła mi w ręce kilka tygodni temu książka. Niepozorna, aczkolwiek z bardzo ciekawą okładką. Niebieski ogryzek czerwonego jabłka. Wróć. GWIAŹDZISTY ogryzek czerwonego jabłka - tak powinnam określić, żeby nie męczyć inżynierskim opisem, że na niebieskim były takie to a takie gwiazdy, o takiej jasności itepe. Miałam i nadal mam ochotę wejść do środka tego ogryzka. Ciekawe...

Chodziłam po Białymstoku wielokrotnie. Nawet w płaszczu. Jednak nigdy nikt nie zaproponował mi spaceru w “W płaszczu świata”, aż do czasu, gdy wpadła na ten pomysł Miłka Malzahn. Przewróciła na początku swoją bohaterkę, coś tam przeskoczyło i wysłała ją w małą podróż po tym samym świecie, tylko widzianym od podszewki.
Zachwycił mnie ten świat. Nigdy wcześniej nie pomyślałam, że można tak patrzeć na widziane codziennie rzeczy, mijanych przechodniów. Gdyby było to możliwe, przeniosłabym się na jakiś czas, aby zobaczyć świat TAK inaczej. Póki co, muszę zadowolić się tym, co Miłka stworzyła.

Chyba nie ma zbyt wielu książek, których akcja dzieje się w Białymstoku. Żadna z nich nie ujęła mnie tak, jak “W płaszczu świata”, bo czytając czułam się tak, jakbym była na tym spacerze. Gratuluję autorce wyobraźni oraz talentu do oddawania realizmu, nawet wtedy, gdy jest trochę nie-realny. Czytałam i czułam doskonale to moje miasto. Idąc z bohaterką przez stronice książki w głowie miałam mapkę trasy. Co jest niby trudnego w opisaniu spaceru jakąś tam trasą w jakimś tam mieście? Zapytajcie tych, którzy to niby zrobili i im się nie udało.

Po czym poznaję dobrą, według własnego, subiektywnego odczucia, książkę? Ano po tym, że kończąc, zaczynam czytać ją od początku. I tak się stało w tym przypadku. Chciałam jeszcze raz iść na spacer. Niby ten sam, niby z tymi samymi bohaterami, ale wiedziałam, że dostrzegę jakieś szczegóły, które umknęły mi za pierwszym razem. I poszłam!

“W płaszczu świata” nie jest zbyt zasobną w stronice książką, ale to nawet dobrze, bo nie da się jej szybko czytać. Albo może i da, ale po co? Są rzeczy, które pochłania się szybko, jak kawę na dworcu, a są cymesy, którymi człowiek się delektuje. I jest nim także książka Miłosławy Malzahn “W płaszczu świata”. Wprawdzie nie polecam jej jeść, ale zapraszam do czytelniczej uczty. Niech nie zniechęci Was do tego mój enigmatyczny zarys fabuły, bo po prostu nie chcę psuć radości czytania. Byłoby szkoda :)

piątek, 28 lipca 2017











D.


Morskiej piany brzegiem
Piasku grani, grzbietem
Idę do Ciebie.
Muszli skraj kaleczy
Stopy rant wszechrzeczy
Szukam Ciebie.

Bielone cienie wątpliwości
Pokrywa czarna sadza słów
Tej listy plusów i minusów
Spisanej w porozumieniu dusz.

Fala łamie kontury,
Wiatr łka partytury,
Mewy skrzeczą swe bzdury.
A może to ja?

Wyrzucam przeszłości absurd
Że niby my, wspólny akord?
To fałsz, tam harmonii brak.
Tak, szukałam Cię kiedyś
Nie, to nie był mój kaprys
Widocznie poszliśmy wspak...

piątek, 9 czerwca 2017

***


Bose nogi mi masujesz
Kiedy płonie świat
Duży palec lewej stopy
Pada domek z kart
Prawej pięty głaszczesz skórę
Dym spowija żart
Po śródstopiu wodzisz palcem
Trzeszczy pychy kark.

Bo chyba dziś zatańczymy walca
Na raz, pospieszne dwa i trzy
Ostatni skrawek spokojnego krańca
Gdy wokół tylko apokaliptyczne sny.

Ten świat jest tylko żartem
Choć na poważnie był
Zapytaj jego Stwórcę
Co zrobi z młynem tym.

A on nam zaraz puści walca
Na raz, przyspieszasz dwa i trzy
Nie słyszę dzięki temu trzasku kości
Łamanych siostrom czartów złych.

Tak więc dalej masuj moje stopy
Piękniejszy będzie świat
Zazdrości pysze i chciwości
Podamy bilet,
Kierunek - diabeł-brat.

Wyślemy w podróż morską
Szalupą dawnych chęci mych
I spłoną w dali w słońcu
Bo to słomiany ogień był.


piątek, 7 kwietnia 2017

Nocne czary-mary

Weźmisz pierwszą książkę, która ci się napatoczy pod rękę. Otworzysz na dowolnej stronicy i wybierzesz jedno zdanie, na które trafi pierwsze twój wzrok. Weźmisz je i stworzysz, zaczynając od niego, swoją opowieść...




“Smokey i Idgie siedzieli w kawiarni, paląc papierosy i pijąc kawę.”*
Barani wzrok gościa w śmiesznych, zielonych gaciach robił jednocześnie coś dziwnego z mimiką Idgie. Drgała jej nienaturalnie górna warga odkrywając co chwilę jej nieco królicze zęby. Wydęła lekko lewy policzek, podłubała koniuszkiem języka w górnej szóstce, zadrgały na moment skrzydełka nosa. Jej gałki oczne miały zupełnie inną częstotliwość niż tamte tiki, aż Smokey skomplementował całość cmoknięciem.
Typ w zielonych gaciach nic sobie z tego nie robił i nadal się w nią wpatrywał z uwielbieniem. Smokey sięgnął po kubek by nabrać spory łyk kawy. Idgie schyliła się na chwilę i grzebała coś przy oczach. Smokey przytrzymał płyn w ustach rozprowadzając kofeinę po śluzówkach. Śledził leniwie przelatującą muchę nie tracąc z pola widzenia tych dwojga. Idgie wyprostowała się szczerząc do zielonoportkiego zęby w szerokim uśmiechu.
- Idgie, kur…! Coś ty!!! - tylko tyle zdołał z siebie wykrzesać Smokey parskając wcześniej kawą na trzy stoliki do przodu.
A ta szelma uśmiechała się tylko zalotnie w stronę baraniego wzroku mając wywinięte górne powieki. Stary, licealny żart.
Gość zemdlał. Kelnerka spojrzała, krzyknęła i upuściła tacę rozbijając stos naczyń. Idgie rozejrzała się wokół. Zwabieni hałasem przechodnie rozpłaszczali nosy na witrynie baru. Jeden z nich puścił smycz, co szybko wykorzystał duży mastif angielski, który umknął w kierunku skrzyżowania.
Po chwili wszyscy usłyszeli potworny huk i trąbienie klaksonów. Nad wysepką ronda zawisł jakiś obiekt rzucający okrągły cień na trawę, ale nikt nie zwrócił na to uwagi, więc spodek usiadł bez zbytniego zainteresowania ze strony przechodniów.
Idgie tylko wywróciła oczami. Kolejny, ciekawy dzień w tej dziurze, o której zapomniał nawet kurator sądowy.


*zdanie pochodzi z książki “Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg.

środa, 29 marca 2017

Dialog alter ego

Kolega z grupy pisarskiej zadał ćwiczenie polegające na ułożeniu dialogu kilku swoich alter ego. Żeby utrudnić, początek kolejnego miał być synonimem wyrazu z końca poprzedniego wcielenia. Prawie mi się udało ;)
Przedstawiam Wam swoje "rozsiedmienie" jaźni.


-------
R: Jaki piękny dziś księżyc na niebie... Płynie majestatycznie, tajemniczo omiatając srebrnymi promieniami powierzchnię Ziemi... W jego cieniach chowają się słodkie tajemnice zakochanych, westchnienia marzycieli i nadzieje wszystkich rozedrganych serc…

SŹ: Pikawa, mówisz? Stara, patrz, bo zaraz z tych cieni wylezie wilczek zuuuuuuyyyy i cię pożre. Aaaaaaaarrrrrggggghhhhh!!! Najpierw rozszarpie twoją skórę, a jak trafi na tętnice. Ooooo, to dopiero będzie sikawa! AHAHAHAHAHA!!! Romantyczka popieprzona.

ChN: Moje receptory węchowe nie wykrywają żadnych odorantów, tym bardziej wskazujących na to, że w najbliższym otoczeniu znajdują się liczne olejki eteryczne związane z jakimkolwiek gatunkiem Piperaceae. Uwaga na temat wilków jest cokolwiek nieracjonalna, ponieważ na tym terenie nie odnotowano osobników tego gatunku.

BF: Podgatunek! Tak! Tym właśnie dla nich jesteśmy! Mówisz “nie” to myślą, że to “tak”. Zakładamy ciuch z dekoltem, to uważają, że mogą bezkarnie wyciągać swoje łapska! Harujemy, a oni spijają śmietankę! Ciągle gorsze! I jeszcze te ich podsmiechujki, że my takie rozhisteryzowane. Dzieci dopatrzyć? Jeszcze czego! On przecież PRACUJE! A my co? Że niby te wszystkie koszule prasujemy dupami siedząc z kawą na kanapie i oglądając “Spazmy serca Esmeraldy”???! A WON! 

Cz: Hajże dziwo! 
Liście brzozy, kwiat przelotu, dokonamy akcji zwrotu... 

E: (PIF-PAF!)

A (zadumana): Kanonada jak na sylwestra w 1900 r. (ocknęła się i bierze za rękę) Chodź, już tam na ciebie czekają. Koniec tej mordęgi twórczej. Zostaw już ten koszmarek, dość męczenia siebie i innych. Pofruwasz na chmurce z Pratchettem. Ciiii… cicho już cicho. Wiem, że masz jeszcze w zanadrzu kilkanaście tych swoich alter ego. Spokojnie, wszystkie tam pójdziecie. Ten wymiar pomieści każdą ich ilość. Ej! Zostaw już tę procę! Widzę, że celujesz w Mickiewicza. (z pobłażaniem) Przecież anioły wszystko widzą...

wtorek, 31 stycznia 2017

Oni



Czy udałoby mi się spotkać Magę? 

Zadawałem sobie ciągle to pytanie kreśląc kolejne symbole. Podrzucali mi kartki szparą pod drzwiami. Nie wiem kim byli ani skąd przybyli. Gdy gasili mi na noc światło, w poświacie z korytarza obserwowałem dziwne cienie. Nigdy nie słyszałem żadnych głosów. Żaden strażnik nie pokrzykiwał na więźniów. Nie było sprośnych dowcipów ani poleceń przełożonych. Jedyne dźwięki to skrzypienie wózka rozwożącego jedzenie i stukanie klap w drzwiach.
Nie wiem po co nas tu trzymali. Rytm dnia wyznaczało zapalające się i gasnące światło. Z nudów zacząłem jakimś kawałkiem żelaza rysować po ścianach. Po nocy, pod drzwiami leżał stos kartek i węgle. Rysowałem litery. Rysowałem wszelkie symbole jakie przyszły mi na myśl. Słowa z rysunkami, jak w elementarzu pierwszoklasisty.
Wielki słownik ziemskiej mowy.

Mam nadzieję, że chowają te kartki. Powstanie z nich książka, za pomocą której będą mogli w końcu z nami rozmawiać.